Obowiązkowa służba wojskowa w PRL jak wyglądała codzienność i system fali?
- Obowiązkowa zasadnicza służba wojskowa w Polsce trwała zazwyczaj 2 lata (lądowe) lub 3 lata (marynarka, WOP) i została zniesiona w 2010 roku.
- Pobór wiązał się z wezwaniem do WKU i komisją lekarską, która przydzielała kategorie zdrowia (A, B, D, E).
- Typowy dzień żołnierza był ściśle regulowany, obejmował pobudkę, zaprawę, musztrę, zajęcia taktyczne i polityczne.
- Kluczowym, negatywnym elementem była "fala" brutalna, nieformalna hierarchia oparta na stażu służby, z upokorzeniami i przemocą.
- Wyposażenie żołnierza LWP było standardowe i obejmowało mundur polowy oraz karabinek AK-47.
- Powszechne było poszukiwanie sposobów na uniknięcie służby, np. poprzez symulowanie chorób.
Pobór do wojska pierwszy krok w nieznane
Wezwanie z WKU: Co oznaczały legendarne kategorie A, B, D i E?
Dla każdego młodego mężczyzny w Polsce, osiągającego pełnoletność, momentem przełomowym było otrzymanie wezwania do Wojskowej Komendy Uzupełnień (WKU). To tam, w obliczu komisji lekarskiej, ważyły się losy na najbliższe dwa lub trzy lata. Komisja, złożona z lekarzy różnych specjalności, oceniała stan zdrowia poborowego i przydzielała jedną z czterech kategorii. Kategoria "A" oznaczała pełną zdolność do służby wojskowej, co w praktyce niemal zawsze skutkowało wcieleniem. "B" to czasowa niezdolność, dająca nadzieję na odroczenie, ale często tylko na krótki czas. "D" oznaczało niezdolność do służby w czasie pokoju, co było już sporym sukcesem. Natomiast kategoria "E", czyli trwała niezdolność do służby, była dla wielu upragnionym celem, gwarantującym spokój od wojskowej machiny. Pamiętam, jak wielu kolegów z drżeniem czekało na werdykt, bo od niego zależała cała ich przyszłość.Pożegnanie z cywilem: Jak wyglądało wcielenie do jednostki?
Pożegnanie z życiem cywilnym było momentem pełnym mieszanych uczuć. Z jednej strony towarzyszyła mu pewna ekscytacja, z drugiej ogromna niepewność i tęsknota za domem. Często poprzedzały je huczne imprezy pożegnalne, tak zwane "ostatki", gdzie przyjaciele i rodzina wspólnie celebrowali ostatnie chwile wolności przyszłego żołnierza. Sam dzień wcielenia do jednostki to był istny rollercoaster emocji. Autobusy pełne młodych chłopaków, którzy jeszcze kilka godzin wcześniej byli cywilami, wiozły ich w nieznane. Na miejscu czekała już wojskowa musztra, pierwsze rozkazy i świadomość, że właśnie rozpoczyna się zupełnie nowy rozdział, z dala od wszystkiego, co znali.
Sposoby na "wymiganie się": Kreatywność poborowych w walce z systemem
Unikanie służby wojskowej było zjawiskiem powszechnym i często wymagało dużej kreatywności. System był szczelny, ale poborowi znajdowali luki. Oto najpopularniejsze metody:
- Symulowanie chorób fizycznych: Od udawania płaskostopia, przez problemy ze wzrokiem, po zgłaszanie bólu kręgosłupa czy serca. Kluczem było przekonujące odegranie roli przed komisją lekarską, co nie zawsze było łatwe.
- Symulowanie chorób psychicznych: To była metoda bardziej ryzykowna, ale często skuteczna. Odgrywanie roli osoby z nerwicą, depresją czy innymi zaburzeniami psychicznymi mogło skutkować kategorią "D" lub nawet "E".
- Starania o odroczenie z powodu nauki: Kontynuowanie edukacji na studiach wyższych było jednym z najczęstszych i najskuteczniejszych sposobów na odroczenie służby, a w wielu przypadkach na jej całkowite uniknięcie, jeśli studia trwały odpowiednio długo.
- Praca w strategicznych sektorach: Niektóre zawody, np. górnicy czy rybacy dalekomorscy, również dawały szansę na uniknięcie służby, ze względu na ich znaczenie dla gospodarki.
- Skrajne przypadki samookaleczeń: Chociaż rzadkie i drastyczne, zdarzały się przypadki, gdy poborowi decydowali się na samookaleczenia, takie jak odcięcie palca, aby uzyskać kategorię "E". To pokazuje, jak wielka była determinacja niektórych, by uniknąć wojska.
Ostatecznym celem dla wielu było zdobycie upragnionej kategorii "E", która zwalniała z obowiązku służby na stałe.

Codzienność żołnierza w PRL życie według regulaminu
Od pobudki do capstrzyku: Jak wyglądał typowy plan dnia w koszarach?
Życie w koszarach było ściśle podporządkowane regulaminowi i powtarzalnemu rytmowi dnia. Każda godzina miała swoje przeznaczenie, a odstępstwa były surowo karane. Tak wyglądał typowy dzień żołnierza w Ludowym Wojsku Polskim:
- Pobudka (5:30/6:00): Dzień zaczynał się wcześnie, często przy dźwiękach budzika lub głośnego gwizdka. Czas na szybkie ubranie się i ustawienie do apelu.
- Zaprawa poranna: Po pobudce następowała intensywna zaprawa, obejmująca gimnastykę i często biegi. Miała ona na celu rozbudzenie organizmu i utrzymanie żołnierzy w dobrej kondycji fizycznej.
- Toaleta i apel poranny: Krótki czas na toaletę, a następnie apel, podczas którego sprawdzano obecność, wydawano rozkazy na dzień i często wygłaszano krótkie przemówienia.
- Śniadanie: Po apelu żołnierze udawali się do stołówki na śniadanie, które, choć syte, często było monotonne.
- Zajęcia programowe (przedpołudnie): To była główna część dnia. Obejmowała szkolenie polityczne, musztrę, naukę obsługi broni (zwłaszcza karabinka AK-47), zajęcia taktyczne na placu ćwiczeń lub poligonie, a także konserwację sprzętu.
- Obiad: Kolejny posiłek, zazwyczaj najbardziej obfity w ciągu dnia.
- Krótki czas wolny: Po obiedzie żołnierze mieli chwilę na odpoczynek, ale był to czas bardzo ograniczony.
- Zajęcia programowe (popołudnie): Często kontynuowano szkolenie lub wykonywano prace gospodarcze, takie jak sprzątanie rejonów.
- Kolacja: Ostatni posiłek dnia.
- Apel wieczorny i capstrzyk: Dzień kończył się kolejnym apelem, podsumowaniem dnia i wydaniem rozkazów na noc. Capstrzyk oznaczał ciszę nocną i obowiązek udania się do łóżek.
Taki reżim dnia miał na celu wyrobienie dyscypliny, posłuszeństwa i jednolitości zachowań.
Musztra, poligon i zajęcia polityczne: Czego uczono w Ludowym Wojsku Polskim?
Szkolenie w Ludowym Wojsku Polskim było wszechstronne, choć z dzisiejszej perspektywy niektóre jego elementy mogą wydawać się kuriozalne. Musztra była podstawą od niej zaczynało się wszystko. Uczono precyzyjnego poruszania się w szyku, oddawania honorów, a także perfekcyjnego składania i rozkładania broni. Poligon to z kolei miejsce, gdzie odbywały się zajęcia taktyczne. Tam żołnierze uczyli się poruszania w terenie, strzelania, maskowania i działania w różnych warunkach. Jednak nie mniej ważnym, a wręcz obowiązkowym elementem, były zajęcia polityczne. Odbywały się one regularnie i miały na celu indoktrynację ideologiczną, wpajanie zasad socjalizmu i lojalności wobec partii. Były to często nudne wykłady, które żołnierze traktowali jako kolejny obowiązek do odbębnienia.
Co na talerzu? Prawda i mity o wojskowym jedzeniu
Wojskowe jedzenie to temat, który obrósł w wiele legend, ale prawda była zazwyczaj prozaiczna. Było go dużo, ale często było monotonne i mało urozmaicone. Królowały zupy, często określane mianem "monotematycznych", bo niezależnie od składników, smakowały podobnie. Kasze, ziemniaki, gulasze i chleb stanowiły podstawę diety. Oczywiście, zdarzały się lepsze dni, ale generalnie nie było to jedzenie, które zapadało w pamięć smakiem, a raczej ilością i powtarzalnością. Dla wielu żołnierzy, zwłaszcza tych z miast, było to spore wyzwanie, ale głód w wojsku był rzadkością.
Czas wolny, przepustki i listy do dziewczyny chwile wytchnienia od wojskowej rutyny
W koszarach czas wolny był towarem deficytowym. Kiedy już się pojawiał, żołnierze wykorzystywali go na najprostsze przyjemności. Pisanie listów do rodziny i dziewczyny było niemal rytuałem to była jedyna forma kontaktu ze światem zewnętrznym. Poza tym czytano książki, grywano w szachy czy warcaby. Świetlica była miejscem, gdzie można było obejrzeć "Dziennik Telewizyjny" obowiązkowy punkt programu wieczornego. Przepustki i urlopy były rzadkością, stanowiły nagrodę za dobre sprawowanie lub były przyznawane w wyjątkowych sytuacjach. Tęsknota za domem i bliskimi była powszechnym uczuciem, a każdy dzień zbliżający do końca służby był na wagę złota.
Fala mroczna strona służby wojskowej
Kim był "kot", a kim "dziadek"? Nieformalna hierarchia w wojsku
Niestety, obowiązkowa służba wojskowa w PRL miała swoją mroczną stronę, znaną jako "fala". Była to brutalna, nieformalna hierarchia, która istniała równolegle do oficjalnych struktur dowodzenia. Jej podstawą był staż służby. Nowo przybyli żołnierze, czyli tak zwane "koty" (lub "młody narybek"), znajdowali się na samym dole tej drabiny. Byli oni całkowicie podporządkowani starszym rocznikom, nazywanym "dziadkami" (lub "starym wojskiem"). Ten system tworzył środowisko pełne napięć, strachu i często jawnej przemocy, gdzie regulaminowe zasady przestawały mieć znaczenie.
Rytuały, upokorzenia i przemoc: Jak w praktyce działała fala?
Fala objawiała się w wielu formach, od subtelnych nacisków po jawną przemoc. Jej praktyki były okrutne i miały na celu złamanie "kotów" i wymuszenie ich posłuszeństwa. Oto niektóre z nich:
- Przemoc fizyczna i psychiczna: Bicie, kopanie, zmuszanie do długotrwałych, męczących ćwiczeń fizycznych, a także wyzwiska i poniżanie były na porządku dziennym.
- Absurdalne zadania: "Koty" były zmuszane do wykonywania bezsensownych i upokarzających zadań, takich jak czyszczenie korytarzy szczoteczką do zębów, szukanie "zgubionych" przedmiotów, których nigdy nie było, czy noszenie "dziadków" na plecach.
- "Usługi" na rzecz starszych żołnierzy: Młodsi żołnierze musieli prać ubrania "dziadków", czyścić im buty, stać na "czatach" podczas ich drzemek czy dostarczać im jedzenie z kantyny.
- Rytuały inicjacyjne: Jednym z najbardziej znanych był "frycowe", czyli zmuszanie "kotów" do picia specjalnie przygotowanych, obrzydliwych mikstur lub jedzenia dziwnych potraw.
- Ograniczanie snu i odpoczynku: Często "dziadki" budzili "kotów" w nocy, zmuszając ich do wykonywania zadań, co prowadziło do chronicznego zmęczenia i osłabienia.
Te praktyki miały na celu pokazanie "kotom" ich miejsca w hierarchii i utrwalenie dominacji starszych roczników.
Gwara wojskowa: Język, który rozumieli tylko wtajemniczeni
Wojsko miało swój specyficzny język, który był zrozumiały tylko dla wtajemniczonych. Ta gwara wojskowa, pełna skrótów i potocznych określeń, pomagała budować poczucie wspólnoty, ale też służyła do komunikacji w systemie "fali". Poniżej przedstawiam kilka przykładów:
| Słowo/Zwrot | Znaczenie |
|---|---|
| Monotematyczna | Zupa o niezmiennym smaku, niezależnie od składników |
| Bechatka | Kurtka polowa, często noszona przez żołnierzy |
| Opierdol | Nagana, reprymenda od przełożonego |
| Kimanie | Spać, drzemać |
| Rejony | Czynności porządkowe, sprzątanie wyznaczonego obszaru |
| Sznurki | Młodsi żołnierze, "koty" |
| Dziadek | Starszy rocznik żołnierzy, dominujący w "fali" |
| Frycowe | Rytuał inicjacyjny dla "kotów", często upokarzający |
Ta gwara była częścią wojskowej kultury i pozwalała na szybką i często zakamuflowaną komunikację.
Czy z falą dało się walczyć? Historie buntu i oporu
Walka z "falą" była niezwykle trudna i ryzykowna. System był silnie zakorzeniony, a dowództwo często przymykało oko na te praktyki, a nawet je tolerowało, traktując jako element "hartowania" żołnierzy. Mimo to, zdarzały się historie buntu i oporu. Niektórzy żołnierze, zwłaszcza ci silniejsi psychicznie lub fizycznie, próbowali przeciwstawić się "dziadkom", co często kończyło się eskalacją przemocy. Inni szukali pomocy u oficerów, choć to również było ryzykowne, gdyż mogło skutkować ostracyzmem ze strony reszty kompanii. Niestety, w większości przypadków "fala" była tak potężna, że jedynym sposobem na jej przetrwanie było poddanie się i odliczanie dni do momentu, gdy samemu zostanie się "dziadkiem".

Wyposażenie i realia bytu w co ubierano i czym walczono
Od hełmu po opinacze: Standardowe umundurowanie i oporządzenie żołnierza
Wyposażenie żołnierza Ludowego Wojska Polskiego było standardowe i miało przede wszystkim spełniać funkcje praktyczne. Nie było mowy o luksusach czy indywidualizacji. Oto kluczowe elementy:- Mundur polowy: Początkowo był to wzór 43, później wprowadzano nowsze wzory. Charakteryzował się prostotą i wytrzymałością, choć nie zawsze był wygodny.
- Hełm: Stalowy hełm, często wzorowany na radzieckich konstrukcjach, zapewniał podstawową ochronę głowy.
- Pas główny z ładownicami: Niezbędny do przenoszenia amunicji i podstawowego oporządzenia.
- Manierka: Służyła do przenoszenia wody, niezbędna zwłaszcza podczas ćwiczeń poligonowych.
- Menażka i niezbędnik: Podstawowy zestaw do spożywania posiłków w terenie. Menażka to naczynie, w którym podawano jedzenie, a niezbędnik to składany widelec, łyżka i nóż.
- Maska przeciwgazowa: Obowiązkowy element wyposażenia, symbolizujący ciągłe zagrożenie wojenne.
- Opinacze: Specjalne paski z materiału, służące do spinania nogawek spodni i cholewek butów, aby zapobiec dostawaniu się błota i piasku.
To wszystko, choć proste, stanowiło kompletne wyposażenie, które miało przygotować żołnierza na każdą ewentualność.
Kałasznikow i nie tylko: Podstawowa broń na wyposażeniu LWP
Podstawową bronią indywidualną na wyposażeniu Ludowego Wojska Polskiego był niezawodny karabinek AK-47, czyli popularny "Kałasznikow". Była to broń prosta w obsłudze, niezawodna i odporna na trudne warunki, co czyniło ją idealną dla masowej armii. Oprócz samego AK-47, w użyciu były również jego pochodne, takie jak AKM czy polskie licencyjne wersje, np. karabinki kbk AK. Żołnierze uczyli się rozkładania i składania tej broni na czas, jej czyszczenia i oczywiście strzelania. Kałasznikow był symbolem siły LWP i podstawowym narzędziem każdego żołnierza.
Warunki w koszarach: Jak naprawdę wyglądały żołnierskie izby i sanitariaty?
Warunki bytowe w koszarach były, delikatnie mówiąc, skromne. Żołnierskie izby, zwane również sypialniami, były zazwyczaj dużymi pomieszczeniami, w których stały rzędy piętrowych łóżek. Przestrzeń osobista była minimalna, a prywatność praktycznie nie istniała. Sanitariaty, czyli umywalnie i toalety, często pozostawiały wiele do życzenia. Były to miejsca o podstawowym standardzie, często bez ciepłej wody, a ich czystość zależała od sumienności żołnierzy odpowiedzialnych za "rejony". Wszystko było podporządkowane funkcjonalności i wytrzymałości, a nie komfortowi. To było po prostu wojsko, a nie hotel.
Koniec służby upragniony powrót do cywila
"Idzie rezerwa": Jak świętowano ostatnie dni w mundurze?
Ostatnie dni służby to był czas ogromnej ekscytacji i radości. Hasło "Idzie rezerwa!" rozbrzmiewało w koszarach, a żołnierze z niecierpliwością odliczali godziny do wyjścia do cywila. Atmosfera była luźniejsza, a "dziadkowie" (teraz już byli "dziadkowie") często organizowali symboliczne "pożegnania" z mundurem, czasem nawet z drobnymi upominkami dla młodszych roczników. Były to momenty ulgi, że najgorsze już za nimi, i nadziei na powrót do normalnego życia. To był prawdziwy koniec pewnego etapu i początek nowego.
Pamiątki i wspomnienia: Co zostawało po dwóch latach w wojsku?
Po dwóch latach służby w wojsku zostawało wiele przede wszystkim niezatarte wspomnienia. Dla wielu były to wspomnienia trudne, naznaczone traumą "fali" i rygoru, ale dla innych również cenne doświadczenie, które ukształtowało ich charakter. Pamiątki materialne były skromne często była to pamiątkowa odznaka, książeczka wojskowa, może jakaś fotografia z kolegami. Najważniejsze były jednak relacje z innymi żołnierzami, które często przetrwały lata, oraz poczucie, że przeszło się przez coś wyjątkowego i wymagającego.
Przeczytaj również: Mundur PSP: Regulamin, stopnie i sekrety prawidłowego noszenia
Jak służba wojskowa zmieniała młodych mężczyzn? Wpływ na dalsze życie
Obowiązkowa służba wojskowa miała ogromny, transformacyjny wpływ na młodych mężczyzn. Wielu wchodziło do wojska jako chłopcy, a wychodziło jako dorośli, często zahartowani i bardziej odpowiedzialni mężczyźni. Uczyła dyscypliny, samodzielności, radzenia sobie w trudnych warunkach i pracy w zespole. Kształtowała charakter, uczyła szacunku do hierarchii i porządku. Niestety, dla niektórych była to również trauma, która pozostawiała ślad na całe życie. Niemniej jednak, dla większości była to szkoła życia, która, choć trudna, wyposażyła ich w cenne umiejętności i doświadczenia, wpływając na ich dalsze życie w cywilu.